„Chora moda” - W sandałach i szortach  na ośnieżone szczyty

  Głupia i powiedzmy wprost bezmyślna „ moda” na zimowe górskie wędrówki 

 Głupia i powiedzmy wprost bezmyślna „ moda” na zimowe górskie wędrówki

w strojach niemal plażowych szerzy się ostatnio wśród nieodpowiedzialnych ludzi nie tylko zresztą młodych. Efektem tej ” rozbierani w rzekomo morsowym stylu” jest najczęściej wzywanie ratowników górskich do transportu do szpitali wychłodzonych często do granic graniczących z hibernacją pseudo „turystów”. Co chcą i komu udowodnić swoją bezmyślną i naganną ze wszech miar decyzją? Tego naprawdę nie wie nikt.  W rezultacie ratownicy, lekarze musza walczyć o ich życie, tracąc czas i na pomoc pozostałym pacjentom. Sami zaś delikwenci mają szczęście, jeśli wyprawa kończy się „ tylko” poważnymi odmrożeniami.

Nowy trend wśród turystów, którzy przyjeżdżają zimą w góry, przeraża wręcz ratowników GOPR. Chodzi o suche morsowanie, które dla niektórych oznacza kilkugodzinne wędrówki po górach zimą wyłącznie w butach i szortach. - Teraz były nawet stringi. To chora moda - mówi, WP ratownik górski z Beskidów.

 Do jakiego stopnia można być  nieodpowiedzialnym i igrać z życiem dowiodły niedawne akcje ratowników na stokach Śnieżki Jak informują, akcja przebiegała w iście polarnych warunkach. Wiał silny wiatr, a temperatura odczuwalna dochodziła do -26 stopni C. Dwójkę turystów udało się w końcu sprowadzić na dół.

 Jak donosi ‘Gazeta Wrocławska sobotę 29 stycznia br. po południu ratownicy z sekcji Karpacz zostali wezwani do turysty na szczycie Śnieżki. Z powodu ogólnego wyczerpania oraz problemów z orientacją przestrzenną, turysta nie był w stanie kontynuować marszu. Ratownicy szybko dotarli do poszkodowanego. Jak się jednak okazało, nie była to ostatnia ofiara pogody panującej tego dnia na najwyższym szczycie Karkonoszy. Ratownicy natknęli się na uczestnika popularnego w tym sezonie "górskiego morsowania". Okazało się, że źle oszacował swoje możliwości w kontekście panujących ciężkich warunków, co doprowadziło bezpośrednio do poważnego wyziębienia. Jak informują ratownicy - po zabezpieczeniu obydwu poszkodowanych, zostali oni ewakuowani prosto do stacji ratunkowej w Karpaczu.

W ubiegłym roku tylko na terenie działania Grupy Sudeckiej, czyli w Sudetach Wschodnich i Środkowych, wypadków było aż 300. Niestety rozpowszechniła się moda na suche, górskie morsowanie, czyli wycieczki na szczyty w krótkich spodenkach, które – jak ostrzegają ratownicy - dla wielu mogą być po prostu groźne dla zdrowia. Przypominają, by przed wyprawą w Karkonosze pamiętać o podstawowych sprawach.

- Wybierzmy dostosowany do naszego doświadczenia i kondycji cel, w domu zaplanujmy wycieczkę, przejrzyjmy mapę, przeczytajmy przewodniki, zapytajmy o radę doświadczonych znajomych. Bądźmy świadomi, jakim szlakiem idziemy, jakie są przewyższenia i gdzie będziemy mogli się schronić. Zapoznajmy się z prognozą pogody – podpowiada Jacek Koziarek, ratownik i prezes zarządu Grupy Sudeckiej GOPR.

 Podobne przypadki miały miejsce w styczniu br. na stokach Babiej Góry gdzie jedna z „morsujących turystek” w zamieci śnieżnej zgubiła drogę, na szczęście ratownicy w porę ją odnaleźli, a sama turystka wylądowała w szpitalu z poważnymi obrażeniami.

Podobna moda zapanowała także i Czechach. Kilka dni temu Czeska Horska Służba uratowała dwie panie w wieku 69 i 64 lat które wybrały się w Krusznych Horach  na oblodzoną i zaśnieżoną trasę w letnim odzieniu jedna w sandałach, a druga w  samych skarpetach tłumacząc ratownikom, że mają one specjalną membranę chroniąca przed zimnem. Mało tego kobiety się rozdzieliły , i nie mogły znaleźć drogi. Poszukiwania  trwały kilka godzin,a uczestniczyli w nich policjanci i ratownicy. Podobnie było z kilkoma” turystami”, którzy po południu z miejscowości Pec pod Snieżką usiłowali wydostać się na szczyt Snieżki, tyle, że trasą przeznaczoną tylko dla wspinania się.