EPIDEMIA  SAMOTNOŚĆI

Samotność w obecnej sytuacji, w jakiej znalazł się świat

w obliczu pandemii korona wirusa to jedno z najważniejszych zagadnień, z jakimi przychodzi zmierzyć się nam wszystkim dziś, ale jeszcze bardziej jutro. Ktoś może powiedzieć: w czasach, kiedy codziennie ze wsząd docierają do nas informacje o kolejnych tysiącach zakażonych i zmarłych, kiedy w Polsce władze mówią o tym, że przebiega ona mniej drastycznie i wolniej niż w innych państwach europejskich, by za chwilę dopowiedzieć ustami ministra zdrowia, że musimy być przygotowani na jej nawrót i spodziewać się drugiej fali zachorowań jesienią br.- problem samotności, troska o tych ludzi, nie jest najpilniejszą potrzebą. Innych trosk możemy mieć więcej. Można i tak.

Tylko, że niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że skutki uboczne, jaką wywołuje już dziś kwarantanna i społeczna izolacja, na którą zdecydowaliśmy się dla powstrzymania rozpowszechniania się tej epidemii przyniesie uboczne, bardzo poważne skutki. Nie tylko zresztą dla ludzi samotnych, starszych, ale dla całego społeczeństwa.

Nie wierzycie? Oto fragment wywiadu, jaki przed 3 laty, gdy nie było jeszcze mowy o epidemii, ukazał się na łamach ‘’Wysokich obcasów” dodatku do”Gazety Wyborczej”, z Juliannę Holt-Lunstad-profesorem psychologii na Uniwersytecie Brigham Young w USA, która od lat jest zaangażowana w badania nad zależnościami pomiędzy relacjami, samotnością, izolacją społeczną, a zdrowiem i ryzykiem przedwczesnej śmierci.

„Wiele instytucji zdrowotnych i mediów, na świecie alarmuje, że mamy do czynienia z” epidemią” samotności mówi profesor… Samotność jest demokratyczna. Dotyka wszystkich- bez względu na rasę, płeć, wiek, stan posiadania. Coraz częściej skarżą się na nią również, młodzi, dorośli, nastolatki i dzieci. Moje badania pokazują wręcz, że samotność jest groźniejsza dla tych poniżej 65 roku życia niż dla starszych.

Dawne i nowe przyczyny

 Jakie są jej przyczyny?. „Na razie możemy tylko spekulować, wciąż brakuje nam twardych dowodów. W przypadku starszych osób badacze wskazują na kilka czynników: przejście na emeryturę, co często wiąże się z utratą ważnych relacji z kolegami z pracy, wyprowadzką dorosłych dzieci z domu, tzw. syndrom pustego gniazda. W tym okresie zwiększa się również ryzyko śmierci partnera życiowego, czasem stan zdrowia pogarsza się do tego stopnia, że samodzielne poruszanie się staje się niemożliwe, co zamyka człowieka w domu. Nawet prozaiczna sprawa, jak utrata słuchu, sprawia, że kontakty z innymi się rwą…

 Ale to nic nowego. 30-40 lat temu, kiedy skala osamotnienia nie była tak alarmująca te czynniki też występowały…- stwierdza dziennikarz.

_Do tego jednak dochodzą jednak nowe zjawiska- powiada profesor Julianna  Holt –Luntstad.Po pierwsze, coraz mniej rodzin wielopokoleniowych mieszka razem. Starsi mają, więc mniejszą szansę liczyć na zainteresowanie i opiekę młodszych.Po drugie zwiększyła się nasza mobilność. Dorosłe dzieci coraz częściej wyprowadzają się na drugi koniec kraju albo wręcz świata, pozostawiając starszych rodziców samych sobie. Po trzecie- coraz mniej osób w ogóle decyduje się na stały związek i dzieci. Rośnie liczba jednoosobowych gospodarstw i trend ten jest wyraźny w wielu krajach wysoko rozwiniętych. Po czwarte, wiele osób po prostu nie przykłada do bliskich relacji takiej wagi. Brutalnie mówiąc nie dba o nie. Wydaje się im, że inne sprawy są ważniejsze.

W przypadku młodszych dorosłych i nastolatków doszła jeszcze jedna znacząca zmiana- nowe technologie… I chociaż te zmiany są wciąż stosunkowo nowe i nie do końca zbadane, to coraz więcej badań przemawia za tym iż wśród nastolatków dramatycznie wzrosło poczucie osamotnienia i, że kontakt online nie jest w stanie zastąpić kontaktu z żywym człowiekiem”.

 Zjawisko zdiagnozowane i zaniedbane

 W Polsce problemem badania samotności zajmuje się także wiele organizacji, placówek naukowych, stowarzyszeń. Jest to zjawisko dostatecznie zdiagnozowane pod względem naukowym i społecznym, ale pod względem czysto ludzkim zaniedbane. Człowiek z natury potrzebuje bliskości, wsparcia, a przestawanie z drugim człowiekiem, poczucie akceptacji jest dla nas tak samo ważne jak miłość czy przyjaźń. Tymczasem w okresie epidemii mamy do czynienia nie tylko zresztą w Polsce z przypadkami mówiąc delikatnie dyskryminacji osób starszych poprzez wypowiedzi starające się publicznie bagatelizować wartość życia osób starszych. To nie tylko przykre, ale u wielu budzące dodatkowy lęk.

  Samotność rodzi szczególnie wówczas bolesną świadomość odrzucenia od społeczeństwa. A brak codziennych kontaktów z innymi ludźmi wytwarza z jednej strony wrażenie negowania samego istnienia, wewnętrznej pustki, smutku rozgoryczenia i żalu, a z drugiej powoduje zamykanie się w sobie w swoim bólu, zapieczenia doświadczonych lub rzekomych urazów itp.

  Co możemy i powinniśmy zrobić w tej sytuacji, aby „ epidemia samotności” nie pochłaniała dodatkowych ofiar? I nie chodzi mi o to, co może zrobić państwo oraz różne organizacje społeczne. Myślę, że potrzebna jest nasza wspólna aktywność. Aktywność sąsiedzka, aktywność ludzi dobrej woli różnych pokoleń.Jako społeczeństwo, jako Polacy dowiedliśmy już nie raz, że kiedy nastaje taka potrzeba potrafimy wznieść się ponad podziałami, dokonać cudownych rzeczy, zatrzymać grożące niebezpieczeństwo, bezinteresownie pomóc jeden drugiemu? A w tym przypadku naprawdę nie wiele potrzeba.

Mój przyjaciel Tomek, kiedy z powodu epidemii zamknięto nas w domach wywiesił na klatce schodowej „wieżowca”, w którym mieszka kartkę, w której napisał, że chętnie i bezinteresownie pomoże osobom starszym w zakupach czy drobnych naprawach w domu. Mówi, że początkowo nie było chętnych, –więc zaczął pukać do drzwi i w rezultacie od kilku miesięcy, co tydzień w piątki robi zakupy dla jednej ze swych podopiecznych, starszych sąsiadek, przychodzi porozmawia, czasami cos drobnego naprawi. Zwyczajnie w ramach sąsiedzkiej pomocy. Tomek zresztą też już 69 letni emeryt, ale w pełni sił witalnych wraz ze swą żoną Elą traktują to, jako kontynuację swej harcerskiej powinności sprzed wielu lat. A jaki zyskał sobie mir w domu, którym mieszka.

   Tchnijmy duszę w nasze blokowiska

  Jakość społecznych więzi w tych naszych” domach bez duszy” w wielkomiejskich blokowiskach gdzie rzadko jeden sąsiad mówi drugiemu choćby tylko dzień dobry jest tym, co powinniśmy naprawić w pierwszej kolejności?Sami. Nikt, bowiem tego za nas nie zrobi. Inaczej wszyscy razem prędzej czy później doznamy bólu społecznego, poczucia wykluczenia i rezultacie osamotnienia.

W niedawno opublikowanym „Raporcie o samotności” Stowarzyszenia Szlachetna Paczka przytoczono kilka ważnych danych.

  • Okazuje się, iż aktualnie w Polsce tzw. jednoosobowych gospodarstw jest aż 5 Mn. Oznacza to, iż co czwarty nasz sąsiad wraca do pustego mieszkania albo był lub jest w nim uwięziony na czas pandemii!
  • Osoby o niskim statusie ekonomicznym najczęściej spośród ankietowanych nie utrzymują bliskich relacji z członkami rodziny. Nie mają, na kogo liczyć, kto zrobi zakupy, wykupi receptę, zapyta czy wszystko w porządku?
  • -Co dziesiątej osoby po 80 roku życia nikt nie odwiedza.

 Wspomniana już prof. Julianne Hold-Lunstad twierdzi, że bliskie relacje międzyludzkie mają dobry wpływ i na nasze zdrowie Jest wiele badań, które wykazały, że związki międzyludzkie mają ochronny wpływ na funkcjonowanie układu krwionośnego, odpornościowego, hormonalnego, nerwowego. Co więcej już samo myślenie o kimś bliskim, z kim mamy dobre, ciepłe relacje, wystarczy, żeby zmienić te parametry na bardziej korzystne?.

 I radzi: „Bliscy mogą nas motywować do zdrowszych zachowań, lepszego odżywiana, bardziej higienicznego snu, aktywności fizycznej. Przypominają nam o tym abyśmy poszli do lekarza, wzięli leki. Nie mówiąc o tym, iż chronią nas przed dewastującymi dla zdrowia skutkami stresu, wspierają emocjonalnie, pocieszają, poprawiają nastrój, podpowiadają rozwiązania rożnych problemów, przekonują, że „ nie będzie tak źle jak nam się wydaje i zapewniają konkretną Pomoc: pożyczają pieniądze, ugotują coś, kiedy świat wali się nam na głowę, zrobią zakupy, pospieszą z pomocą, kiedy nagle zachorujemy itp.”.

 Więc może tak, zwyczajnie po ludzku zacznijmy od tego, aby pozdrowić sąsiada spotkanego na klatce, czy w windzie- spytać jak się czuje i czy można mu w czymś pomóc?

  TO TAK NIE WIELE, A JEDNOCZESNIE TAK DUŻO! SPRÓBUJCIE NAPRAWDĘ-WARTO.

 

    Leszek Wyrwicz